wtorek, 3 listopada 2020

Maniac (2018) - coś innego, ale czy lepszego ?

Dzisiaj pora na pierwszy serial, jaki mam przyjemność dla Was recenzować. Dostał on 7 nominacji i możemy obejrzeć go na Netflixie. Jest to komediodramat, który składa się z 1 sezonu i 10 odcinków.

Oglądając Maniac poznajemy dwie osoby- mężczyznę i kobietę, które biorą udział w niepokojących badaniach klinicznych, dotyczących testowania nowego leku. Eksperyment wymyka się spod kontroli.  


 

Zacznę może dziś od gry aktorskiej. Szczególnie podoba mi się główny bohater Owen. Bardzo korzystnie Jonah Hill wypadł mierząc się z tą rolą. Z kolei Emma Stone nie wyróżniła się w żaden sposób. Nie zagrała oczywiście źle, ponieważ to dobra aktorka, ale w tym serialu była tylko poprawna. Przechodząc do fabuły przyznam, że początek był obiecujący. Bardzo lubię takie surrealistyczne produkcje o emocjonalnych podróżach w krainie wspomnień i odmętach ludzkiej psychiki. Często szukam czegoś w takich klimatach, więc łatwo zbliżoną tematyką skraść moje serce. Do piątego odcinka myślałem, że to się uda i twórcy idealnie wpasują się w mój gust. Niestety w pewnym momencie to, co obserwowałem na ekranie, zaczęło zmierzać w stronę nieudolnej parodii fantastyki. Zacząłem się nudzić i momentami byłem bliski zaśnięcia. Nie ma tam nic porywającego poza tymi problemami psychicznymi bohaterów i rozterkami, które ich trapią. One są rozbijane na czynniki pierwsze i później ukazywane w symboliczny sposób. Ten aspekt serialu Maniac miał wielki potencjał, ponieważ to da się pokazać w ciekawy i poruszający sposób, ale niestety nie w tym przypadku. Podobno miało tu być też trochę komedii. Szczerze? Wiele rzeczy twórcy przedstawili jako absurdalne i przerysowane, a jednak przyznam, że nie uśmiechnąłem się ani razu. Dużo bardziej łyknąłem wątki dramatyczne. I nie jest to spowodowane tym, że jestem smutasem, bo uwielbiam się śmiać. Coś nie zadziałało...

Trochę narzekałem, ale nie jest to jakiś serialowy gniot. Myślę, że Maniac znajdzie swoich zwolenników i na pewno wielu już posiada. Zdania w jego temacie są bardzo podzielone. Dla mnie 5/10. Czy opłaca się szukać cząstki siebie w świecie ukazanym przez Somerville'a i spółkę? Myślę, że można zobaczyć i spróbować, ale trzeba wziąć pod uwagę, że nie jest to taka lekka komedia z małymi elementami dramatu tylko coś dziwnego, do przemyślenia, nie dla wszystkich. Nie wszystko, co dziwne musi być świetne lub słabe. Wśród tych bardziej osobliwych filmów i seriali zdarzają się też rzeczy średnie. Prawda? Co myślicie? 


czwartek, 29 października 2020

Pusty Dom (2004)

Dziś coś nietypowego! Film, którego reżyserem jest koreańczyk Ki-Duk KIM. Moje dotychczasowe wrażenia związane z twórczością z tej części świata były bardzo różne, aż pojawił się na moim ekranie bohater dzisiejszego wpisu- Pusty Dom. Gatunkowo mamy tu do czynienia z melodramatem, ale jakże nietypowym...

Nasz bohater zajmuje się włamywaniem do mieszkań. Zamiast kraść z nich cokolwiek, je tylko trochę zapasów z lodówki i naprawia zepsuty sprzęt, pierze, sprząta. Na końcu robi sobie zdjęcie w rezydencji, do której wtargnął i zwyczajnie ją opuszcza. Pewnego dnia niespodziewanie włamuje się do lokum, które nie jest puste. Przebywa z nim pewna kobieta... Dalej nie będę spojlerować. Nie powiem Wam: kim jest ta kobieta, jaka jest jej reakcja. Musicie to zobaczyć i przeżyć sami! To co mnie na początku irytowało, a potem paradoksalnie urzekło to fakt, że film częściowo jest niemy. Oczywiście zdarzają się jakieś dialogi, ale nie ma ich zbyt wiele. I na tym między innymi polega jego nietypowość. Ja wywnioskowałem pod koniec, że to taki artystyczny minimalizm. Przekaz tu się opiera na mimice twarzy, na grze aktorskiej i niedopowiedzeniach. Ktoś mądry kiedyś powiedział, że tajemnica jest seksowna. Ja mam tak, że w pełni się pod tymi słowami podpisuje i dlatego mogę śmiało powiedzieć, że film mnie zachwycił. Nie jest to coś, co każdy będzie oglądać z otwartymi ustami. Nie jest to łatwy i przyjemny film do bezmyślnego, rozrywkowego obejrzenia z rodziną, a bardziej coś do przemyślenia, dyskusji nad interpretacją i przekazem. Jedna z dziwniejszych, ale i z lepszych rzeczy jakie widziałem. Pusty dom to film, który zostawił mi w głowie ślad i zaintrygował mnie. Cisza jest tu bardzo wymowna i obrazuje medytację i reakcję na traumatyczne przeżycia. Główny bohater poszukuje swojego miejsca na świecie. Zakończenie jest równie ciekawe. ''Trudno powiedzieć, czy świat w którym żyjemy to rzeczywistość czy sen'' - z taką myślą zostałem pozostawiony i nie chciała wyjść z mojej głowy przez kilka dni.

Jeżeli też Was pochłonie ten tytuł to proszę Was, żebyście mi napisali o Waszych wnioskach! 

Ocena: 9/10

rewelacyjny


 

środa, 28 października 2020

Cam (2018)

 Niedawno podczas codziennego przeglądu Netflixa natknąłem się na film Daniela Goldhabera. Cam zbiera bardzo różne recenzje. Jedni czują niedosyt, a drudzy się zachwycają. Postanowiłem sam to sprawdzić i usiadłem do seansu. 

Od początku miałem okazję śledzić losy pewnej dziewczyny. Alice to młoda, atrakcyjna kobieta, zajmująca się pokazywaniem swojego ciała użytkownikom przy użyciu kamery internetowej. Uzależniona od swojego sposobu na zarobek, szuka coraz nowszych i bardziej kontrowersyjnych metod na przyciągnięcie widowni na swoje transmisje. Wkrótce zauważa, że ktoś przejmuje kontrolę nad jej działalnością. Wszystko wskazuje na to, że jest to jej sobowtór. Praca i codzienne życie camgirl zaczyna stawać się koszmarne. Alice chce poznać prawdę.

Trzeba przyznać, że Cam od początku trzyma widza w napięciu. Madeline Brewer świetnie wczuwa się w główną bohaterkę i cały czas jej kibicowałem. Obgryzałem paznokcie, przecierałem dłonie, myśląc co będzie dalej. W połowie filmu byłem przekonany, że oglądam coś naprawdę z wysokiej półki. Widziałem dobrą grę aktorską, akcja nie pozwalała odejść od ekranu, więc nie było na co narzekać. Niestety pod koniec czar prysł. Zakończenie jest banalne i uświadamia, że to w co zostaliśmy wkręceni prowadzi do ślepego zaułka. Czułem ogromny niedosyt. Wielu recenzentów zajmuje stanowisko, broniące finału tej produkcji. Sądzą, że to zabieg mający na celu własną interpretację, użycie szarych komórek przez widza. W moim odczuciu tak nie jest. Kocham kino arthouse'owe, niezależne dzieła, w których niedopowiedzenia są kluczowe i pięknie się wpisują w to, co nam zaprezentowano na ekranie. Bądźmy jednak poważni... Cam nie ma nic wspólnego z takim podejściem do filmu. Czułem się tak jakby twórcy mieli zamysł w postaci lekkiego thriller'a, który ma wywołać u odbiorcy wzrost adrenaliny we krwi do odpowiedniego stopnia, aby zakryć potrzebę późniejszego, klarownego rozwiązania. Niestety, ale to tak nie działa Panie Goldhaber! 

Można zobaczyć i ocenić, ale mogło być lepiej!

Ocena: 5/10

średnie wrażenia

wtorek, 27 października 2020

"Lolita" Kubrick'a czy Lyne'a ?

Jak zaczynać to kontrowersyjnie, bo w sumie trzeba przykuć uwagę ... Żartuję 😅

Dziś słów kilka na temat dwóch ekranizacji dzieła Vladimira Nabokova. Lolita opowiada nam historię mężczyzny, który jest zafascynowany niedojrzałymi dziewczynkami oraz o jego erotycznej obsesji na punkcie dwunastoletniej pasierbicy Dolores. Temat trudny, skandaliczny, ale doskonale i bez konsekwencji można opisać go na papierze. Zdecydowanie trudniej było z pewnością z wersją filmową. Dobranie obsady w taki sposób, aby pasowała do tematu tabu poruszanego w tej historii, jednocześnie z zachowaniem pełnej legalności podczas kręcenia to niezwykle angażujące i skomplikowane zadanie. Udało się temu podołać dwóm reżyserom.


Lolita Kubricka to film naznaczony już wiekiem i przez to mógłby wydawać się trudniejszy w odbiorze w dzisiejszych czasach. Jest czarno-biały i mnóstwo w nim archaicznych sztuczek filmowych. Mnie osobiście ta wersja zaskoczyła bardzo pozytywnie. Aktorka, wcielająca się w Dolores idealnie pasuje do tej roli. Jeśli miałbym wyobrazić sobie tę dziewczynę na podstawie książki to z pewnością wyglądałaby podobnie. Mason w roli Humberta wypada też całkiem korzystnie. Momenty, w których pokazuje się jako poważny, dorosły partner i wzorowy mężczyzna świetnie kontrastują z pragnieniem młodości i figlarności. To James ma wypisane na twarzy. Stanley Kubrick zadbał o to, aby wyobraźnia widza szybko i sprawnie mogła uzupełnić to czego nie mógł pokazać na ekranie. Tego chyba oczekiwałem i czuję usatysfakcjonowany. Jak na możliwości, które występowały w 1962 roku jest naprawdę dobrze. 

Film godny polecenia 

7/10

 

Adrian Lyne mógł już dużo więcej. Miał kolorowy obraz i 35 lat postępu technologicznego w garści. Czy zrobił to lepiej? Moim zdaniem nie. Nie zamierzam przez to powiedzieć, że film jest słaby i nie sprostał moim oczekiwaniom. To niezła produkcja, ale starsza adaptacja podobała mi się nieco bardziej. Sądzę, że Kubrickowi lepiej udał się klimat, a postaci były nieco bardziej autentyczne i właściwiej dobrane do swoich ról. Dominique Swain sprawia wrażenie dużo dojrzalszej od swojej poprzedniczki. Momentami w roli Lolity zbyt wyolbrzymia swoje prowokujące zachowanie. Niestety postać staje się przez to wręcz irytująca. Jeremy Irons jest poprawny w swojej roli, ale momentami brakuje mi tej iskry Masona. 

Wersja z 1997 roku zbiera minimalnie lepsze noty, a w moim odczuciu należy jej się 6/10 

Zdania na temat tych filmów są nieco podzielone, dlatego zachęcam do obejrzenia obu, aby wyrobić sobie własną opinię.

 

Cześć! Witam Cię na moim blogu! W pasku znajdującym się po prawej stronie bloga możesz znaleźć kilka informacji na mój temat. Dowiesz się:

  • kim jestem
  • po co piszę
  • co chcę Ci przekazać 

Znajdziesz tam też moje social media, dzięki którym możesz regularnie dostawać informacje o nowych postach. 

Polecam Ci korzystanie z wyszukiwarki filmu/serialu. Pomoże Ci ona w znalezieniu konkretnego tytułu, którego recenzję chcesz znaleźć.

Miłego czytania!