Jak zaczynać to kontrowersyjnie, bo w sumie trzeba przykuć uwagę ... Żartuję 😅
Dziś słów kilka na temat dwóch ekranizacji dzieła Vladimira Nabokova. Lolita opowiada nam historię mężczyzny, który jest zafascynowany niedojrzałymi dziewczynkami oraz o jego erotycznej obsesji na punkcie dwunastoletniej pasierbicy Dolores. Temat trudny, skandaliczny, ale doskonale i bez konsekwencji można opisać go na papierze. Zdecydowanie trudniej było z pewnością z wersją filmową. Dobranie obsady w taki sposób, aby pasowała do tematu tabu poruszanego w tej historii, jednocześnie z zachowaniem pełnej legalności podczas kręcenia to niezwykle angażujące i skomplikowane zadanie. Udało się temu podołać dwóm reżyserom.
Lolita Kubricka to film naznaczony już wiekiem i przez to mógłby wydawać się trudniejszy w odbiorze w dzisiejszych czasach. Jest czarno-biały i mnóstwo w nim archaicznych sztuczek filmowych. Mnie osobiście ta wersja zaskoczyła bardzo pozytywnie. Aktorka, wcielająca się w Dolores idealnie pasuje do tej roli. Jeśli miałbym wyobrazić sobie tę dziewczynę na podstawie książki to z pewnością wyglądałaby podobnie. Mason w roli Humberta wypada też całkiem korzystnie. Momenty, w których pokazuje się jako poważny, dorosły partner i wzorowy mężczyzna świetnie kontrastują z pragnieniem młodości i figlarności. To James ma wypisane na twarzy. Stanley Kubrick zadbał o to, aby wyobraźnia widza szybko i sprawnie mogła uzupełnić to czego nie mógł pokazać na ekranie. Tego chyba oczekiwałem i czuję usatysfakcjonowany. Jak na możliwości, które występowały w 1962 roku jest naprawdę dobrze.
Film godny polecenia
7/10
Adrian Lyne mógł już dużo więcej. Miał kolorowy obraz i 35 lat postępu technologicznego w garści. Czy zrobił to lepiej? Moim zdaniem nie. Nie zamierzam przez to powiedzieć, że film jest słaby i nie sprostał moim oczekiwaniom. To niezła produkcja, ale starsza adaptacja podobała mi się nieco bardziej. Sądzę, że Kubrickowi lepiej udał się klimat, a postaci były nieco bardziej autentyczne i właściwiej dobrane do swoich ról. Dominique Swain sprawia wrażenie dużo dojrzalszej od swojej poprzedniczki. Momentami w roli Lolity zbyt wyolbrzymia swoje prowokujące zachowanie. Niestety postać staje się przez to wręcz irytująca. Jeremy Irons jest poprawny w swojej roli, ale momentami brakuje mi tej iskry Masona.
Wersja z 1997 roku zbiera minimalnie lepsze noty, a w moim odczuciu należy jej się 6/10
Zdania na temat tych filmów są nieco podzielone, dlatego zachęcam do obejrzenia obu, aby wyrobić sobie własną opinię.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz